Jest co najmniej kilka powodów dlaczego nie wróże z fusów. Pierwszy jest bardzo prozaiczny – kompletnie się na tym nie znam 🙂 I chociaż fusów Ci u mnie dostatek (jak wiesz kawy piję mnóstwo, a ostatnio przerzuciłem się też na picie herbaty parzonej po turecku – w dwóch specjalnych dzbaneczkach – trochę z tym roboty jest, ale efekt smakowy pierwsza klasa!), a w Internecie jest mnóstwo poradników jak wróżyć z fusów to jednak do tasseomancji przekonania nie nabiorę.
Dlaczego? Bo daje ona bardzo niewiarygodne wyniki. Póki co nie istnieje żaden dowód w jakikolwiek sposób potwierdzający skuteczność wróżenia (nie tylko z fusów).
Ponieważ żaden szanujący się prawnik nie będzie opierał swoich wywodów na czymś niepewnym i niesprawdzonym – ja też nie będę! 🙂
Domyślasz się pewnie do czego zmierzam z tymi fusami? 🙂
TAK – chodzi mi o dokumentację! A konkretnie o dokumentację Twojej sprawy, z którą się do mnie zwracasz.
Dostaję mnóstwo zapytań z opisami spraw. Niestety przeważnie są one bez jakiejkolwiek dokumentacji. Choć bardzo chciałbym Ci pomóc to jednak nie będę bawił się we wróżkę i zgadywał co też dokładnie sąd, prokuratura, policja czy inny urząd napisali do Ciebie w pismach i jakie konsekwencje Ci grożą.
Wiedz, że Twoja historia zawsze jest indywidualna. Mogą w niej wystąpić pewne czynniki, okoliczności, które choć mogą Ci się wydać mało istotne, to potrafią całkowicie zmienić kwalifikację prawną czynu (z prawniczego na polski – przyporządkowanie czynu (sytuacji) określonemu przepisowi prawa), a co za tym idzie znacząco zmienić płynące z tego konsekwencje dla Ciebie.
Nie interesuje mnie zatem, że Twoja sytuacja jest bliźniaczo podobna do tej, którą miał Pan Zbyszek czy Pani Zosia, a Ty jesteś zdziwiony, że za „to samo” przewinienie dostałeś dwa razy wyższą karę niż oni. Chociaż za sądem, prokuraturą, policją czy innym urzędem stoją zwykli ludzie, którzy również czasem popełniają błędy, to jak pokazuje praktyka mylą się raczej rzadko. Jeśli więc dostałeś jakąś karę za przewinienie, którego się nie wypierasz, to musisz liczyć się z tym, że na 99% będzie ona prawidłowa (tj. poparta przepisami). Ten pozostawiony margines „błędu” – to oczywiście pole do popisu dla mnie 🙂
Jak wiesz, zawsze chętnie Ci pomogę – ale nie bez dokumentów 🙂
Praca prawnika bazuje bowiem przede wszystkim na dokumentach (źródłach ) i polega m.in. na dopasowywaniu danego stanu faktycznego do odpowiedniego przepisu prawa. Często jednak najpierw trzeba dokonać odpowiedniej interpretacji (wykładni) danego przepisu prawnego, aby można było do niego dopasować dany stan faktyczny.
Aby lepiej naświetlić Ci ten problem – krótka dygresja historyczna.
Kodeksy, którymi dziś się posługujemy, to tzw. kodeksy syntetyczne – zawierające ogólne normy i uniwersalne zasady. Zadaniem prawnika jest dokonać takiej syntezy i dany stan faktyczny dopasować do odpowiedniego przepisu prawa.
Zanim jednak powstały kodeksy tego typu próbowano innych rozwiązań. Jednym z nich była koncepcja kodeksów kazuistycznych.
Koncepcja ta zakładała aby w kodeksie uregulować (prawie) wszystkie możliwe sytuacje prawne i faktyczne, z którymi można się spotkać. Cel był prosty – dzięki takiemu kodeksowi można by do minimum ograniczyć rozbieżności wynikające z odrębnych interpretacji przepisów i orzecznictwa. Wówczas stosowaniem prawa mogliby się zajmować urzędnicy państwowi, a rola sądu (i prawników) zostałaby ograniczona do minimum. Wystarczyłoby przecież tylko daną sytuację w takim kodeksie odszukać i gotowe rozwiązanie (wyrok) będziemy mieć na tacy.
Rozwiązanie idealne, prawda? 🙂 No niekoniecznie…
Bardzo szybko okazało się jednak, że zadanie to nie będzie takie proste, gdyż takich możliwych sytuacji jest wręcz niezliczona ilość i nie sposób ich wszystkich opisać w kodeksie. Kodeks napisany w ten sposób urósł do niebotycznych rozmiarów, liczba artykułów była ogromna, przez co stał się on bardzo chaotyczny, niespójny i trudniejszy w użyciu, niż kodeks syntetyczny. Zamiast ułatwić orzekanie tylko bardziej je skomplikował.
Typowym przykładem kodeksu kazuistycznego jest Theresiana z 1768 roku (obowiązująca w ówczesnych krajach austriackich) oraz Landrecht pruski z 1794 roku, który miał prawie 20 tys. artykułów i choć obejmował on nie tylko prawo karne (także cywilne i administracyjne) to liczba ta i tak była ogromna!
Dla porównania dzisiejszy niemiecki kodeks karny (StGB) ma 358 paragrafów, a polski kodeks karny liczy 363 artykuły.
Swoją drogą ciekawe, jaka byłaby wówczas kara za jazdę po pijaku 🙂 Mając na uwadze, że w tamtych czasach kluczowym pytaniem nie było to czy w ogóle stosować karę śmierci, ale to, którą karę śmierci z obszernego ich katalogu zastosować, zakładam, że właśnie ona byłaby karą głównie stosowaną za tego rodzaju przewinienie…
Heh… wróćmy lepiej do naszych realiów 🙂
Wiesz już zatem, że dobry prawnik zawsze pracuje w oparciu o dokumenty, a jego zadaniem jest odpowiednie przyporządkowanie danego stanu faktycznego (czyli Twojej sprawy) do odpowiednich przepisów prawa (interpretacja).
Jeśli więc w przyszłości poproszę Cię o przesłanie mi dokumentów dotyczących Twojej sprawy – wiesz już dlaczego 🙂
This element is missing. Please open the page in Breakdance and check the browser console for details.
Have questions? We’re here to help. Click here to contact support.
Uzupełnij wiedzę o te tematy