Diabelski prawnik

Może czasem zastanawiałeś się na tym skąd czerpię pomysły na wpisy, które zamieszczam na blogu?

Śmiało mogę Ci powiedzieć, że dostarcza mi ich samo życie 🙂

Praca w kancelarii i codzienna obsługa prawna klientów to kopalnia wiedzy i różnego rodzaju anegdod.

Nie rzadko też pomysłów dostarczają bardzo prozaiczne sytuacje, na pozór niezwiązane z tematyką bloga – jak np. wyjazd na koncert a-ha 🙂

Według mnie jednym z najciekawszych źródeł pomysłów na wpisy jest katalog fraz, po których trafiacie do mnie na bloga drodzy Czytelnicy.

Najczęściej są to frazy bezpośrednio związane z tematyką bloga – dzięki temu wiem jakich informacji szukacie i jak mogę Wam lepiej pomóc.

Czasami trafiają się jednak kwiatki kompletnie niezwiązane z tematyką bloga.

Jeden z nich szczególnie utkwił mi w pamięci 🙂

Otóż ktoś z Was trafił do mnie na bloga po wpisaniu frazy „diabelski prawnik” 🙂

Diabelski prawnik

Trochę się nad tym zastanawiałem, czy to aby na pewno mnie szukano? 🙂

Może to tylko przypadek, a może…

Jak wiesz jestem fanem heavy metalu (z Iron Maiden na czele), na studiach nosiłem długie włosy, na ostatnich zawodach biegałem z numerem 666, uważam, że diabeł tkwi w szczegółach, a i diabelski komentarz na blogu także miał miejsce, więc hmmm…. może jednak nie był to przypadkowy traf? 🙂

Tak sobie myślę – diabelski, nie diabelski – najważniejsze aby był skuteczny! 🙂

Nie ważne więc po jakiej frazie trafiasz do mnie na blog, bo jeśli tylko potrzebujesz pomocy prawnej to chętnie Ci pomogę – zawsze możesz do mnie śmiało pisać 🙂

Tymczasem pozdrawiam Cię wakacyjne z przestworzy (przy najmniej przez chwilę byłem bliżej stwórcy niż diabelskich spraw 🙂 )

Aces High

Ugoda czy strzał w stopę?

Ta historia wydarzyła się naprawdę.

Pan Piotr – zawodowy kierowca (i Czytelnik mojego bloga) – prowadząc ciężarówkę na terenie Niemiec nieszczęśliwie zahaczył o pojazd porządkowy sprzątający autostradę. Zaszokowany tą nagłą sytuacją i bojąc się zatrzymania na autostradzie odjechał dalej. Niestety pech go nie opuścił i po ujechaniu jeszcze kilkuset metrów naczepa złapała pobocza i doszło do przewrócenia całego składu. Pan Piotr trafił do szpitala, prokuratura postawiła mu zarzut ucieczki z miejsca wypadku, a jego pracodawca obarczył go winą za spowodowanie tego wypadku i zażądał od niego pokrycia wyrządzonej szkody.

Scary Emoji Cartoon. 3d Rendering.

I tu dopiero wszystko się zaczyna, gdyż po tym krótkim trzęsieniu ziemi (rodem z filmów Hitchcocka) napięcie nie przestaje rosnąć.

Pracodawca Pana Piotra zaproponował mu bowiem podpisanie bardzo interesującej ugody w tej sprawie…

Czy Pan Piotr podpisał tę ugodę? Jaki był finał tej historii?

O tym przeczytasz w moim najnowszym wpisie na blogu Transportowy.pl 🙂

Serdecznie zapraszam Cię do jego lektury 🙂

Prawie trzydzieści lat temu obejrzałem swój pierwszy film o przygodach Jamesa Bonda. Był to The Living Daylights z Timothy Daltonem w roli głównej (do dziś uważam go za najlepszy film z całej serii Bonda).

Nie muszę Ci chyba pisać jakie ogromne przeżycie było to dla niespełna dziesięcioletniego chłopca 🙂

Tytułową piosenkę do tego filmu nagrał będący wówczas u szczytu popularności norweski zespół a-ha. Jeden z trójki moich muzycznych idoli z dzieciństwa (obok Pet Shop Boys i Papa Dance) 🙂

Od tamtej chwili marzyłem aby zobaczyć koncert a-ha na żywo. Realizacja tego marzenia była dla mnie wówczas równie prawdopodobna jak podróż na Księżyc 🙂

Czasy to były przecież zupełnie inne niż teraz. Nikt wtedy nawet nie fantazjował o takich mediach jak youtube czy Spotify, a co dopiero o koncercie kapitalistycznego zespołu na żywo 🙂 Zobaczenie teledysku swojej ulubionej kapeli graniczyło z cudem. Ówczesne hity można było posłuchać jedynie w radiowym koncercie życzeń (o ile akurat szczęście Ci dopisało). Zakup oryginalnej płyty… a co to takiego? Wtedy królowały szaberplace, na których można było kupić kasety magnetofonowe z nagraniami zespołów będących wówczas na topie. Najczęstszy tytuł albumu (bez znaczenia jakiego zespołu) to oczywiście The Greatest Hits 🙂

Chociaż tamte czasy miały swój niewątpliwy urok (w końcu był to okres mojego dzieciństwa 🙂 ) to cieszę się jednak, że odeszły już do lamusa, a otaczająca nas rzeczywistość znacznie się zmieniła.

Dzięki temu, teraz po latach wreszcie udało mi się moje marznie z dzieciństwa spełnić. Dokładnie miesiąc temu miałem przyjemność po raz pierwszy być na koncercie a-ha, który odbył się w Kolonii 🙂

No dobra… ale jaki związek ma koncert a-ha z parkingiem dla kobiet? 🙂

Wbrew pozorom całkiem spory 🙂

Być może udało Ci się już gdzieś zauważyć takie specjalne miejsca parkingowe dla kobiet? W Niemczech jest ich całkiem sporo. Znajdziesz je na niemal każdym dużym parkingu przy centrach handlowych czy halach widowiskowo-sportowych.

Frauenparkpaltz? A-ha 🙂

Idea takiego parkingu dla kobiet wywodzi się z Chin, jest bardzo prosta i nie ma nic wspólnego z seksistowskimi uwagami kwestionującymi umiejętności kobiet do jazdy.

Cel – to bezpieczeństwo.

Parkingi dla kobiet są bowiem ulokowane bliżej wyjść i są też lepiej oświetlone. To wszystko w teorii ma zapewnić kobietom większe bezpieczeństwo.

Nasuwa się oczywiste pytanie – czy mężczyźni mogą parkować na takim miejscu parkingowym przeznaczonym tylko dla kobiet?

Sternen Stempel rot rel LADIES ONLYW świetle prawa… mogą 🙂

Na każdym parkingu obowiązują bowiem przepisy StVG (przepisy ruchu drogowego), które póki co za takie „przewinienie” nie przewidują żadnych sankcji. Teoretycznie właściciel prywatnego parkingu może Cię jednak poprosić o przeparkowanie samochodu z miejsca dla Ciebie nieprzeznaczonego (w skrajnym przypadku może także Twój samochód odholować na Twój koszt!)

Skoro nie ma sankcji prawnych, to czy mężczyźni powinni na takich miejscach parkować?

Gentleman tego nie zrobi. Jestem przekonany, że James Bond nie zaparkowałby swojego Astona Martina na takim miejscu. Ja tego nie robię. Ty też tego nie rób 🙂

Osobiście ideę ze specjalnym miejscem parkingowym dla kobiet uważam za trafną i z tego też względu szanuję ją i na takich miejscach nigdy nie parkuję (podobnie zresztą jak na miejscach dla osób niepełnosprawnych czy innych uprzywilejowanych miejscach).

Rozsądny człowiek nie potrzebuje zakazu – człowiek rozsądny takie nakazy szanuje.

Zamiast wkurzać się, że najlepsze miejsca na parkingu są przeznaczone dla kobiet, możesz tę wiedzę sprytnie i praktycznie wykorzystać i w miarę możliwości zaparkować tuż obok nich.

Ja właśnie tak zrobiłem, jadąc na koncert a-ha 🙂

Dzięki temu na nieznanym mi parkingu miałem bardzo blisko do wyjścia, a po koncercie a-ha bez trudu mogłem znaleźć swój samochód, zamiast szukać go w nieskończoność i zastanawiać się, czy przypadkiem mi go nie ukradziono 🙂

P.S.

Jutro kolejny raz zamierzam wykorzystać tę wiedzę – tym razem podczas szukania miejsca parkingowego przed koncertem Iron Maiden w Dortmundzie 🙂

Blitz-Marathon 2016 już dziś!

Dziś po raz czwarty w historii odbędzie się Blitz-Marathon.

Na drogach znowu zaroi się więc od policjantów uzbrojonych w radary i inne urządzenia rejestrujące.

W zależności od Bundeslandu potrwa on od 18 do 24 godzin.

W tym roku w Niemczech błyskać będzie jedynie w Bawarii, Brandenburgii, Hamburgu, Hesji, Nadrenii Północnej-Westfalii, Saarze, Saksonii-Anhalt, Szlezwiku-Holsztynie oraz Turyngii.

Czwarta edycja radarowego maratonu, poza Niemcami, obejmie także 20 innych europejskich krajów. Tradycyjnie już Polska nie weźmie udziału w tej akcji.

Po co właściwie to wszystko?

głównych założeniach Blitz-Marathonu pisałem Ci w zeszłym roku, podczas jego trzeciej edycji.

Jakie przyniosła ona efekty?

Wedle badań przeprowadzonych przez Instytut Drogownictwa RWTH w Akwizgranie (Das Institut für Straßenwesen der RWTH Aachen) – w okresie pierwszych dwóch tygodni po Blitz-Marathonie w 2015 roku średnia prędkość kierowców spadła o około 3 km/h.

Niby nie wydaje się to dużo, ale taki spadek prędkości statystycznie oznacza o 15% mniej wypadków śmiertelnych oraz z rannymi.

Jeśli więc w ten sposób można przynajmniej trochę zmniejszyć ilość wypadków – to uważam, że taka akcja ma rację bytu.

Zatem noga z gazu i jedziemy ostrożniej!

Blitz 2016

Nie dalej niż miesiąc temu jeden z Czytelników bloga zwrócił się do mnie z prośbą o pomoc. Chodziło o przygotowanie wniosku o rozłożenie płatności na raty.

Jako kierowca międzynarodowy uszkodził on podczas manewru parkowania latarnię uliczną. Ponieważ dodatkowo uciekł także z miejsca wypadku, poza wysoką grzywną, konsekwencją dla niego była także utrata uprawnień do jazdy na terenie Niemczech.

Wydawałoby się, że to koniec jego kłopotów… jednakże firma energetyczna obciążyła go kosztami naprawy tej uszkodzonej latarni.

Sprawa na pozór wydawała się mało skomplikowana i w sumie taka też była 🙂 znalazła jednak bardzo ciekawe zakończenie 🙂

Jak to dokładnie było, przeczytasz poniżej…

Witam Panie Adamie, jestem kierowcą międzynarodowym. Podczas parkowania uszkodziłem ciężarówką latarnię uliczną i nie mając pojęcia jak należy się zachować, odjechałem, przez co postawiono mi zarzut ucieczki z miejsca wypadku. W konsekwencji dostałem mandat i utraciłem prawo jazdy w Niemczech. Mandat już zapłaciłem, prawo jazdy odesłałem.

Myślałem, że to koniec moich kłopotów ale firma energetyczna wysłała mi fakturę za naprawę tej latarni i już dostałem już pierwsze upomnienie. I moje pytanie jest takie czy zajmuje się Pan też takim czymś aby do nich napisać jakieś pismo aby mi to w jakiś sposób rozłożyli na raty czy coś takiego? Ponad 2.600 euro to jest ogromna jak dla mnie kwota. Nie znam języka niemieckiego i sam sobie z tym nie poradzę. Proszę o pomoc. A.

Czy się zajmuje? No pewnie, że tak 🙂

Jak najbardziej Panie Albercie (jak przystało na dobrą historię opartą na faktach – personalia zostały zmienione 🙂 ) bardzo chętnie Panu pomogę – odpisałem – proszę mi tylko przesłać mailem skany dokumentacji jaką Pan w tej sprawie posiada, żebym wiedział jak i do kogo mam ten wniosek sformułować.

O tym jak ważna jest dokumentacja w pracy prawnika dowiedziałeś się z jednego z moich poprzednich wpisów 🙂

Nie inaczej było tym razem….

Gdy zapoznałem się z otrzymaną dokumentacją stwierdziłem, że firma energetyczna nieco się pospieszyła i niekoniecznie od Pana Alberta powinna była dochodzić zaspokojenia swoich roszczeń.

Zamiast więc przygotować pismo o rozłożenie na raty, wystosowałem do zakładu energetycznego pismo, w którym zasugerowałem, że w sprawie wyrównania szkody powinien on raczej zwrócić się bezpośrednio do właściciela samochodu, a jeszcze lepiej do jego ubezpieczyciela OC.

Pomogło 🙂

Dziś przyszła odpowiedź z zakładu energetycznego.

Okazało się, że Pan Albert w dokumentacji sprawy widniał jako właściciel samochodu. Zakład energetyczny nie miał więc pojęcia, że do kogo innego powinien był się zwrócić o pokrycie szkody. Zapewniono go, że teraz o pokrycie szkody zakład energetyczny zwróci się bezpośrednio do właściciela oraz do ubezpieczyciela OC.

KapelusikI pomyśleć, że Pan Albert właściwie pogodził się już z tym, że szkodę tę będzie musiał pokryć z własnej kieszeni… chciał tylko aby płatności rozłożyli mu na raty

Jeśli, więc kiedyś znajdziesz się w podobnej sytuacji jak Pan Albert – nie wahaj się ze mną skontaktować 🙂

Może Twoją sprawa znajdzie równie pomyślne zakończenie 🙂

Chętnie Ci w tym pomogę! 🙂

A.K.